Gdy ICANN przedstawiał swój plan uwolnienia przestrzeni nazw generycznych domen pierwszego poziomu, większość obaw oponentów tego pomysłu wiązała się ze stabilnością systemu DNS, ewentualnie z obawami o powszechność cyber- i typosquattingu. Spór o nowe gTLD przybiera także oblicze… polityczne, jak pokazuje historia domeny .eco.
Propozycja uruchomienia domeny .eco zgodnie z przygotowaną przez Internetową Korporację ds Przyznawania Nazw i Numerow procedurą została zgłoszona w połowie czerwca br. Już jednak od wiosny działała firma Dot Eco LLC, popierana przez znanego amerykańskiego polityka, Ala Gore’a, swoją drogą laureata Pokojowej Nagrody Nobla właśnie za działalność proekologiczną.
Zgodnie z założeniami Dot Eco LLC, nowa domena najwyższego poziomu miałaby służyć wszelkim organizacjom ekologicznym i firmom działającym w ramach „zielonej gospodarki”. Część zysków związanych z prowadzeniem nowego rejestru miałaby być odprowadzana na cele związane z ochroną środowiska naturalnego. Nie podano jednak, jaka to będzie część i na jakich zasadach będzie ustalane, do kogo te pieniądze trafią.
Jednak aplikacja amerykańskiej spółki Dot Eco napotkała na swojej drodze groźnego oponenta – kanadyjską organizację Big Room, które praktycznie w tym samym czasie złożyła swoją propozycję zagospodarowania domeny .eco. Co więcej, po swojej stronie Big Room miała również laureata Pokojowej Nagrody Nobla – samego Michaiła Gorbaczowa, ostatniego przywódcę ZSRR, a ostatnio szefa organizacji Międzynarodowego Zielonego Krzyża.
Trevor Bowden, współzałożyciel Big Room powiedział po złożeniu wniosku do ICANN-u, że obecnie większość informacji o ekologii i ekologicznych produktach jest niezwykle rozproszona – prowadzony przez Big Room rejestr pozwoli skupić ją w jednym miejscu. Tym, co ma go odróżniać od rejestru prowadzonego przez Dot Eco, ma być ścisła selekcja rejestrujących się podmiotów (dopuszczeni będą tylko ci, którzy potrafią udowodnić swoje ekologiczne zaangażowanie), jasno ustalony odsetek zysków przekazywanych na rzecz akcji związanych z ochroną środowiska (25%) oraz pełna przejrzystość procedur decydowania o tym, kto owe pieniądze otrzyma.
Nagle okazało się, że spór o prawa do .eco nie dotyczy tylko kwestii finansowych i merytorycznych. Cała sprawa nabrała nacjonalistycznych rumieńców. Pracujący w Międzynarodowym Zielonym Krzyżu Someshwar Singh stwierdził jasno: „nasi eksperci ocenili projekty obu firm i uznali, że projekt Big Room jest lepszy, bardziej dopracowany i przejrzysty. Natomiast to, że Al Gore popiera Dot Eco, nas nie dziwi, ponieważ jest to firma z USA. Amerykanin popiera amerykańskie – i tyle”.
W tej sytuacji Dot Eco zaczęło zabiegać o poparcie bardziej międzynarodowe – jednak skończyło się przede wszystkim na sakramentalnym „tak” tylko amerykańskich ruchów ekologicznych. Jedyny zamorski autorytet, który poparł starania Ala Gore’a i spółki to brytyjski aktor Roger Moore, znany jako filmowy agent 007. Z kolei Big Room otrzymał wsparcie znacznie większego kalibru – dwóch potężnych ogólnoświatowych organizacji ekologicznych, WWF oraz David Suzuki Foundation.
Jak zakończy się ta sprawa, trudno na razie powiedzieć. Więcej atutów po swojej stronie mają Kanadyjczycy – jednak trybunał, który będzie rozstrzygał o tym, komu przypadnie .eco, jest organizacją amerykańską. I organizacją to wciąż zależną od amerykańskiego Departamentu Handlu, w czasach, w których coraz więcej amerykańskich autorytetów ogłasza, że konieczne jest, aby USA wzmocniły swoją kontrolę nad Internetem. Jeśli ICANN przyzna .eco firmie popieranej przez Ala Gore’a, narazi się na gniew społeczności międzynarodowej. Jeśli operatorem .eco stanie się firma popierana przez Michaiła Gorbaczowa, wówczas to amerykańskie media nie wybaczą tego decydentom tej Korporacji.
To się dopiero zacznie walka. Ale wiadomo, kto wygra – ten, kto będzie miał więcej pieniędzy.