Za nami konferencja Meet Domainers 2009. Wiele na pewno zostanie jeszcze o niej napisane, ale warto na gorąco podsumować jak było i co się wydarzyło. W tym roku gościliśmy w Warszawie (która ponoć nawet da się lubić), a jako że spotkaliśmy się już po raz drugi, nie sposób powstrzymać się od porównań z poprzednim spotkaniem. Jak więc było?
Hity:
Świetne sesje prawne. W porównaniu z ubiegłorocznym wykładem (równie ekscytującym, co patrzenie jak trawa rośnie), tematy były przedstawione interesująco, mówcy doskonale znali się na rzeczy i potrafili przystępnie przekazać swoją wiedzę laikom (czyli domainerom).
Wydłużenie czasu trwania konferencji do dwóch dni. Pozwoliło to na umieszczenie większej liczby wykładów i atrakcji bez zbytniego zagęszczenia. Dało to też więcej czasu na rozmowy i dobijanie interesów w kuluarach, a konferencja była dzięki temu spokojniejsza i bardziej merytoryczna. Dobra decyzja organizatorów.
Zawiązanie, po fiasku poprzednich prób, stowarzyszenia właścicieli domen. Dobrze, że się wreszcie udało – póki co, nie ma co chwalić dnia przed zachodem słońca, bo trzeba poczekać na efekty, ale duże brawa za poczynienie tego pierwszego kroku, bo wielu już próbowało i zawiedli.
Prezentacje Leszka i Bartka o tym, co dzisiaj można robić z domenami. Rok temu dowiedzieliśmy się, jak to się łapało i kupowało domeny kiedy dinozaury chodziły po ziemi i po serwerach NASKu, tym razem otrzymaliśmy naprawdę solidną porcję wiedzy na temat tego jak realnie prowadzić ten biznes: negocjować, sprzedawać, kupować, stawiać serwisy i znajdować klientów (a raczej jak sprawiać by oni znajdowali nas).
Kity:
Aukcja domen. Każdy ma swoją teorię na temat tego, dlaczego tym razem było gorzej, ale na pewno było. Końcowe ceny domen dużo niższe, spore rozczarowanie sprzedawców, na sali wiało nudą. Niestety, aukcjoner nie potrafił porwać licytujących tak, jak widzieliśmy to rok temu. Jego rola sprowadzała się tylko do mechanicznego recytowania cen (niczym spikera radiowego informującego, że na Bugu we Włodawie przybyło pięć), w dodatku ze słabym wyczuciem (ciągłe przebijanie po 50, 100 PLN). Wielu domainerów trzy razy zastanowi się, nim wystawi coś na przyszłorocznej aukcji.
Brak zainteresowania zachodnich inwestorów. Poza niezawodnym Freddym z Domain Invest, i domainerem ze Szwecji który był tak tajemniczy, że nie przyszedł na swój własny wykład, praktycznie nie było gości z zagranicy. Mimo nagłówka „truly European meeting”, organizatorom nie udało się przyciągnąć nikogo więcej z Europy.
Całkowita nieobecność NASK na, bądź co bądź, jedynej tego typu konferencji w Polsce. Rozumiem, że termin zbiegł się nieszczęśliwie z wdrożeniem nowego systemu w NASK, i że programiści oraz opiekunowie partnerów mają pełne ręce roboty, ale przecież dr Bartosiewicz nie pisze wspólnie z nimi kodu w Javie i mógł poświęcić choćby dwie godziny aby zjawić się na jednej sesji i z nami porozmawiać. NASK kolejny raz pokazuje swój stosunek do klientów.
Sesja pt. „Budujemy serwis na domenie”. Czterej panowie nie do końca wiedzieli co chcą powiedzieć, raz twierdzili że dobra domena jest niezwykle ważna, innym razem że szkoda by im było na domenę nawet kilkunastu tysięcy, a dyskusja między prelegentami (a czasem też i słuchaczami) rozłaziła się na wszystkie strony, tylko nie tę właściwą. Po dziesięciu minutach zupełnie zgubiłem wątek, a po dwudziestu rozbolała mnie głowa. Było pstro, ale na pewno nie ciekawie.
Ogólnie:
Gwiazdą konferencji był niewątpliwie Piotr Waglowski, którego wykład (na trudny przecież temat praw autorskich w Internecie) był niczym opowiadanie Fredericka Forsytha. Żółte kartki należą się serwisowi Nazwa.pl, przekonującemu uczestników że domena jest długiem (tak, tak, ja też nie wiem o co chodzi, ale w każdym razie celem było namówienie wszystkich na papierowe cesje – reakcja sali bezcenna), oraz firmie Elephant Traffic, sprzedającej reklamodawcom ruch o którego jakości i pochodzeniu nie ma bladego pojęcia.
Danielowi Dryzkowi gratulujemy konferencji, serwisowi AfterMarket.pl napoju, który wszystkich energetyzował, a hotelowi Marriott obiadu, którego wystarczyło dla wszystkich, i połączenia internetowego które po prostu działało (uczestnicy ubiegłorocznej aukcji wiedzą o co chodzi). Czekamy na kolejną konferencję za rok, i mamy nadzieję że będzie jeszcze lepiej
Zgadzam się z większością Twoich ocen, przy czym ja pozostawiłbym jeden dzień zakończony aukcją jako podsumowaniem. Miałoby to wszystko lepsze tempo, lepszą żywotność i energię.
Uważam także, że sesja Pana Waglowskiego była totalnie obok tematu (albo wręcz służyła nastraszeniu domainerów).
Fakt, że sesja Piotra była trochę obok, ale mnie akurat to interesuje – tworzę serwisy, więc interesuje mnie treść i bazy danych (zwłaszcza baza WHOIS NASK
). Dla domainerów może faktycznie nie jest to temat do końca bliski, ale Piotr jest jednak swego rodzaju człowiekiem-instytucją i fajnie go było poznać i zobaczyć na żywo.
” Organizatorom nie udało się przyciągnąć nikogo więcej z Europy.” A to bardzo ciekawe ? Prosze powiedzieć, kto byłby zainteresowany, polską ” CYRYLICĄ „?
Zachodni inwestorzy szukają nowych obszarów działania – .com jest już przebrane, w TLD takich krajów jak Niemcy czy Holandia też już ciężko cokolwiek kupić, więc Polska to dobry rynek.
dobry komentarz, aukcja to duża porażka, sesja „Budujemy serwis na domenie” to śmiech na sali, ale były też podane wyżej plusy
akurat sesja ‘Budujemy serwis na domenie’ mi sie podobala
Uzmyslowila mi ile jeszcze pracy przed nami i jak wielka edukacja rynku jest potrzebna.
[...] strefadomeny.pl – relacja Michała Plebana [...]