Początki Internetu i systemu nazw domen nie znały rozróżnienia pomiędzy operatorami rejestrów i registrarami – internauci rejestrowali domeny bez pośredników. Potem, po powstaniu ICANN-u przyjął się model, w którym za rejestrację odpowiadały firmy pośredniczące, a dzięki konkurencji między nimi, ceny rejestracji i odnowień znacznie się obniżyły. Wraca jednak stare – Network Solutions, jeden z najstarszych graczy na domenowym rynku, chciałby pełnić obie role jednocześnie – przynajmniej w odniesieniu do nowych domen najwyższego poziomu.
„Network Solutions popiera obecne wymogi ICANN-u dla istniejących TLD – prawnej separacji operatorów i registrarów. Jednak w odniesieniu do nowych TLD, Network Solutions zaleca bardziej wyważone stanowisko, pomiędzy tymi, którzy by chcieli znieść wszelkie ograniczenia, a tymi, którzy twierdzą, że registrarzy nie mogą sprzedawać kontrolowanych przez siebie domen” – stwierdził Jon Nevett, wiceprezes amerykańskiego registrara.
Czym może być takie „wyważone stanowisko”? Otóż Network Solutions chce, aby registrarzy mogli sprzedawać nazwy w nowych gTLD do określonej liczby rejestracji – np. do 100 tysięcy. Po tym, gdy ustalona liczba domen zostałaby zarejestrowana, registrar nie mógłby już przyjmować kolejnych rejestracji. „Pozwoliłoby to na zwiększenie konkurencyjności rynku dzięki dopuszczeniu mniejszych registrarów, a jednocześnie utrzymało pewne zabezpieczenia” – wyznał Nevett.
Wielkim przeciwnikiem takiego stanu rzeczy jest Aflilias, dostawca domenowej infrastruktury dla rejestrów takich jak .ORG, .INFO i .MOBI. Jego wiceprezes Brian Cute stwierdził, że choć Afilias skorzystałby finansowo na porzuceniu wymogu separacji, to firma nie chce, aby tak się stało. „Pozwolenie operatorom, by działali jako registrarzy oznacza w praktyce sprzedawanie bezpośrednio użytkownikom. Obecny system nie pozwala na to (…). W 1998 roku istniały solidne powody, aby rozbić monopol Network Solutions i te same powody istnieją dzisiaj” – wyjaśnił Cute.
Operator rejestru po prostu zbyt wiele wie o domenach – posiada dane, które może wykorzystać, aby zapewnić sobie nieuczciwą przewagę na rynku. „Dlatego ICANN zrozumiał, że musi zakazać operatorom sprzedaży własnych nazw, ponieważ zaszkodziłoby to innym registrarom, a firmy te wykorzystywałyby posiadane dane dla zidentyfikowania najcenniejszych nazw i podnoszenia cen – a nie o taki efekt Internetowej Korporacji chodziło” – podsumował menedżer Afiliasa.
Nevett broni się, że wiele mniejszych rejestrów, mimo że jest obsługiwanych przez operatora, który sprzedaje swoje domeny, nie notuje takich nadużyć. Wymienił jako przykład .CAT, .MUSEUM, .COOP i .ME. Z kolei ICANN na razie w tej sprawie nie powiedział nic – choć sprawa zostanie najprawdopodobniej poruszona podczas spotkania Internetowej Korporacji w Seulu, pod koniec października br. – pierwszego od wygaśnięcia umowy Joint Project Agreement z amerykańskim rządem.
Źródło: InternetNews.com
Ogólne informacje na temat „zidentyfikowania najcenniejszych nazw” są raczej ogólnie znane.